Gdy on jedzie do Korei

Gdy on jedzie do Korei

Wiedziałam, że prędzej czy później to się stanie i wspaniała firma Mr. Biga wyśle go gdzieś w kosmos, na miesiąc, dwa albo trzy. No dobra przesadziłam z tym kosmosem, ale Korea też jest daleko i też jest na "K". 

W każdym razie zniknięcie kogoś z naszego codziennego/tygodniowego funkcjonowania sporo zmienia. Zwłaszcza, że komunikacja jest utrudniona. Teraz gdy siedzę i piszę tą notkę widzę na zegarku 22:34, u niego jest 06:34 - czyli niedługo będzie wstawał i jechał na 12 -14 godzin do pracy.

Zasadniczo lubię mieć wszystko poukładane i pojawienie się dodatkowego czasu wolnego sprawia, że zaczynam wariować- najzwyczajniej w świecie mi się nudzi. Nie ma komu wchodzić na głowę, nie ma kogo męczyć i dręczyć... Jest źle.  Tym bardziej, że o koniecznej zmianie przyzwyczajeń dowiedziałam się w jedną środę a jego wyjazd był w następną. Dla mnie to zbyt mało czasu na mentalne przygotowania ;)

Jakby nie patrzeć mam teraz dużo czasu, z którym należy coś zrobić - by nie siedzieć jedynie na dupie, patrzeć w telewizor i nie tęsknić nadmiernie. Z tej okazji zrobiłam sobie listę rzeczy do zrobienia

A jeżeli chodzi jeszcze o utrudniony kontakt, to po przemyśleniu sprawy (oczywiście najpierw był atak paniki) doszłam do wniosku, że nie ma się po co denerwować. Całe szczęście, żyjemy w czasach gdy nie trzeba wysyłać gołębia pocztowego. Maile też dają radę. 

Podobno ma mi też coś przywieźć. Mam nadzieje, że to nie będzie żadna specjalność kulinarna typu robaki w czekoladzie, chyba bym go zabiła  ;)

Edit.

Z tego wszystkiego zrobiłam sobie tapetę z otyłym kotem szczęścia jeśli się komuś podoba to 1366 x768

www.haluksy.biz www.wiekannmanschnellabnehmen.eu www.celulit.com.pl